Pod sercem Matki
Wspomnienie o księdzu Eugeniuszu Dębickim.
Dom
Korzenie ks. Eugeniusza Dębickiego sięgają Kresów. Jego Ojciec Marcin pochodził z Kuropatnik koło Bereżan, twierdzy kresowej, a mama Maria z pobliskiej Baranówki. Młodzi wówczas narzeczeni, dotknięci zostali pożogą wojenną. Uciekając, wraz z tysiącami Polaków, przed nacjonalistami ukraińskimi, którzy w tym czasie wymordowali kilkadziesiąt tysięcy Polaków, trafili na ziemie zachodnie. Rodziny osiedliły się w Racławicach Śląskich. Wkrótce Marcin i Maria pobrali się, a rok później urodził się Eugeniusz. W następnych latach przyszli na świat bracia Jan i Ryszard. Dzieci otrzymały staranne wychowanie w duchu: „Bóg, Honor i Ojczyzna”. W przyszłości ta postawa służby Bogu i Ojczyźnie miała charakteryzować kapłaństwo ks. Eugeniusza. Gienek, bo tak wołano na chłopca, ukończył szkołę podstawową w Racławicach Śląskich. Jego wrażliwość, uśmiech i dobroć budowały wokół radość i przyjazną atmosferę.
Eugeniusz podjął dalszą naukę w Niższym Seminarium w Gliwicach. Kiedy komuniści rozwiązali seminarium, wrócił do domu. Rodzice starali się syna ulokować w Liceum Ogólnokształcącym w Głubczycach. Nie było to łatwe, ponieważ ówczesne władze jak mogły utrudniały życie ludziom wyznającym wiarę w Boga. Dzięki staraniom matki i zaliczeniom przez chłopca dodatkowych egzaminów oraz cofnięciom roku nauki, Eugeniusz rozpoczął naukę w liceum.
Na rozstajach dróg
W roku 1960 ks. Eugeniusz ukończył liceum i podjął studia w Wyższym Seminarium Duchownym w Nysie. Młody kleryk wciąż szukał swego miejsca w życiu. W końcu, po dwóch latach pożegnał seminarium i złożył dokumenty na Akademię Medyczną we Wrocławiu. Nie otrzymał indeksu. Podjął pracę jako sanitariusz w pogotowiu. Rok później zdawał ponowne egzaminy na medycynę. Tym razem przyjechał do domu z indeksem. Wydawało się, że odnalazł to, czego szuka. Pan Bóg jednak miał inne plany. Młody student szamotał się, prowadzi walkę wewnętrzną niczym Jakub z Bogiem. Po 2 latach medycyny dał za wygraną, wrócił do biskupa opolskiego Franciszka Jopa i poprosił o przywrócenie do seminarium. I choć nie było to praktykowane, biskup wyraził zgodę. W seminarium kleryk pełnił dodatkową funkcję, coś w rodzaju felczera. 23 kwietnia 1978 r. w Opolu 36-letni Eugeniusz Dębicki przyjął święcenia kapłańskie.
Po święceniach przez siedem lat pełnił posługę wikariusza parafialnego – najpierw w parafii Trójcy Świętej w Bytomiu (1978 – 1981), a następnie w Niemodlinie (1981 – 1985). W 1985 r. został mianowany proboszczem w Kolnicy. Po czterech latach otrzymał propozycję objęcia probostwa w sanktuarium Matki Bożej w Raciborzu. Początkowo odmówił, ale pokora kazała mu stawić się pod sercem Matki Raciborskiej. Tłumaczył sobie, że to tylko na chwilę i zgodził się z dniem 15 września 1990 przyjąć obowiązki administratora. Ta chwila miała trwać blisko 23 lata.
Kapłan Maryjny
Ksiądz Eugeniusz był kapłanem Maryjnym. Z Jego inicjatywy od 13 maja do 13 października rok rocznie odbywały się nabożeństwa fatimskie ściągające tłumy wiernych z Raciborza i okolic. Proboszcz wprowadził nabożeństwa różańcowe po sobotniej mszy wieczornej a także, ostatnio, nabożeństwa Pierwszych Sobót wynagradzające Sercu Jezusa i Maryi.
Jako kustosz sanktuarium dbał, aby żywy był kult do Maryi. Był naśladowcą beatyfikowanego Jana Pawła II. Dzięki staraniom ks. Eugeniusza, w rocznicę urodzin papieża, dnia 20 maja 2006 roku, przy kościele, uroczyście odsłonięto pomnik Jana Pawła II. Organizował również wspaniałe koncerty z okazji urodzin błogosławionego papieża. Zawierzył parafię i siebie Bożemu Miłosierdziu wprowadzając do świątyni relikwie św. Faustyny Kowalskiej. Mawiał „kiedy wszystko i wszyscy nas zawiodą, Miłosierdzie Boże pozostanie z nami, bo jest Miłością kochającą i przebaczającą. Ks. Eugeniusz nieraz wspominał, że Maryja przyprowadziła go do Raciborza. Będąc proboszczem, a zarazem kustoszem sanktuarium Matki Bożej, z wielką siłą szerzył kult Cudownego Obrazu Matki Bożej Raciborskiej. Z radością witał kilkadziesiąt pielgrzymek przychodzących corocznie do świątyni.
Kaznodzieja
Był świetnym kaznodzieją, poruszającym do głębi serca ludzkie. Nie bał się głosić prawdy, bo żył prawdą. Wychowany w duchu patriotyzmu, doświadczony czasami komunistycznymi, napełniał wiernych nadzieją. Zarzucano mu, że dotykał polityki. Ale ksiądz Eugeniusz jasno powtarzał: „Zabijanie dzieci nienarodzonych jest grzechem”, „Nie ma przyzwolenia na usuwanie krzyża z przestrzeni życia publicznego, nie ma przyzwolenia na manipulację człowiekiem”, „Jeżeli odrzucimy przykazania, odrzucimy Boga”, „Tylko wiara jest w stanie nadać sens ludzkiemu życiu”. Kapłan z Matki Bożej dbał o rocznice niepodległości, katyńskie i Sybiraków.
W kwietniu 2005 roku na mszy św. na palcu Długosza żegnał nas z Ojcem Św. Janem Pawłem II. Do blisko 10-tysięcznego tłumu wołał słowami Jana Pawła II: „Jaki będzie człowiek, takie będzie jego sumienie, trzeba odkłamać nasze życie w różnych jego aspektach, bo nie ma prawdziwej wolności bez prawdy, bo tylko prawda uczyni nas wolnymi”, „W imię czego człowiek odchodzi od miłości i świętości…”.
Do Nieba
Ks. Eugeniusz chorował kilka lat na serce. W sobotę 13 kwietnia 2013 r. pojechał radosny na święcenia diakona Tomasza. Zbliżała się 18.00. Miesiąc temu o tej porze w święto Matki Boskiej Fatimskiej wybrano Ojca Św. Franciszka.
W sobotę w święto Matki Boskiej Fatimskiej, wybrano ks. Eugeniusza Dębickiego. DO NIEBA.
Ryszard Frączek