Wpadka z Oscarem tematem na sesji
Prezydent Raciborza dwukrotnie odniósł się na styczniowej sesji do artykułu Nowin o jego spotkaniu ze Zdobywcą Oscara.
„Drobną wpadką z panem Piotrem Szuterem” określił Mirosław Lenk opisanie przez urzędową stronę jego spotkania z członkiem ekipy produkcyjnej filmu Złota Dżungla. Obraz zdobył w 2017 roku Oscara za efekty specjalne. Rzecznik prasowy Leszek Iwulski napisał, że u prezydenta gościł Zdobywca Oscara. Gość Lenka tak się nie przedstawiał, a nawet zastrzegł, że nie może fotografować się z repliką stautetki z uwagi na obwarowania prawne.
Przed tygodniem napisaliśmy jak sprawdziliśmy w Akademii Filmowej w Los Angeles czy nazwa Zdobywca Oscara przysługuje każdemu z szerokiej ekipy producenckiej. Z Hollywood przyszła odpowiedź, że nie. Tytułem mogą posługiwać się tylko laureaci nagrodzeni w trakcie uroczystej gali.
Po publikacji Nowin prezydent Raciborza powiedział na sesji, że urzędnicy „nie chcieli nadużyć niczego”. Pod koniec posiedzenia, sprowokowany do odpowiedzi przez radnego Leszka Szczasnego, wypowiedział się na ten temat dłużej i w innym tonie. – Pytanie Hollywood o takie sprawy uważam za szkodzące nam wszystkim. Po co pytać jak się wie? Przecież się wie, że on nie zdobył Oscara, to jest oczywiste – podkreślił M. Lenk. Uznał „robienie z tego jakiejś sensacji za nieporozumienie”. Wytłumaczył rzecznika urzędu chęcią zwiększenia popularności strony internetowej magistratu. – Chcemy być tak samo poczytni na stronie urzędu miasta jak nowiny, jak naszraciborz. Tak, chcemy żeby ludzie wchodzili na stronę, lajkowali. Oczywiście. Po to płacę temu rzecznikowi żeby tak pracował, trochę odważniej i trochę inaczej – stwierdził włodarz Raciborza. W dalszej części swej wypowiedzi przyznał, że „Oscar jest chroniony, szczególnie. To wszyscy przecież wiemy”. – Nie wiem o co to zamieszanie. (...) Nie róbmy sobie krzywdy – skwitował.
Wpierw na sesji, a później pisemnie L. Iwulski skierował do Nowin wyjaśnienie, że popełnił błąd, za który przeprasza. Zmienił tytuł swego artykułu na raciborz.pl (teraz brzmi: Członek ekipy filmowej, która zdobyła Oscara gościem w Urzędzie Miasta).
(ma.w)
Lajkonic
Arkadiusz gruchot - Wydawnictwo Nowiny
Rozumiem tęsknotę byłego dziennikarza Leszka Iwulskiego, a obecnie urzędnika–rzecznika, za wolnością i fantazją w używaniu figur retorycznych. I do tego momentu, gdy sprawa dotyczyła tylko jego wpadki (choć bezdyskusyjnej), cała sprawa była dla mnie zwykłą burzą w szklance wody, nie pierwszą i nie ostatnią na linii media–urząd. Tymczasem jednak na ostatniej sesji rady miasta prezydent Mirosław Lenk, krytykując przy okazji dociekliwość Nowin Raciborskich, powiedział (cytuję):
„Chcemy być tak samo poczytni na stronie urzędu miasta jak nowiny, jak naszraciborz. Tak, chcemy, żeby wchodzili na stronę, lajkowali. Oczywiście. Po to płacę temu rzecznikowi, żeby tak pracował, trochę odważniej i trochę inaczej”.
I tu się z panem prezydentem fundamentalnie nie zgadzam. Po pierwsze, w żadnym ze znanych mi przepisów, a także w moim obywatelskim pojęciu celów samorządu, nie znajduję podstawy do tego, by opłacani z publicznych środków urzędnicy, przy pomocy urzędowej strony internetowej, mieli za zadanie konkurować z mediami. Po drugie, nie jest zadaniem urzędnika „walka o lajki” przy użyciu tabloidowych metod. Mam też wątpliwości, czy oficjalna strona internetowa urzędu to jest właściwe miejsce, do upamiętniania wszystkich, najdelikatniej mówiąc – niekoniecznie najważniejszych spraw i problemów Raciborza, typu prezydent spotkał się z miss, prezydent był u fryzjera, itp. A takiej eskalacji twórczości się boję, jeśli zadaniem urzędnika ma być łowienie lajków.
Jestem całym sercem za tym, aby opłacani z publicznych pieniędzy urzędnicy pracowali „trochę odważniej i trochę inaczej”. Mieszkańcy Raciborza czekają na takie podejście w wielu sprawach od lat. Jednak podawanie przez prezydenta przykładu „oskargate”, jako ilustracji tego pożądanego stylu działania jest dla mnie całkowitym nieporozumieniem. Sugerowałbym w każdym razie, aby w tej odwadze i inności nie odrywać się całkowicie od ziemi, bo urzędnikom i urzędowi to nie przystoi. A propos, nie wypada też przekręcać ludziom nazwisk, zwłaszcza tak znanych i zasłużonych dla miasta, jak ś.p. artysta malarz Marian Zawisła. Prosiłbym zatem, aby odpowiedzialni za to urzędnicy jak najszybciej, odważnie podreptali na wystawę zdjęć na skwerze koło fontanny i napisali jego nazwisko inaczej, czyli poprawnie. Z góry dziękuję.