Kaczka z łezką w oku
Wątpliwa jakość artystyczna ustępuje pola bogatej symbolice prowokującej do głębszego zastanowienia się, co też twórca tego „dzieła” miał na myśli.
Wszystko wskazuje na to, że wizją autora miał być komentarz do sytuacji politycznej naszego kraju. Pierwszą poszlaką jest czas powstania malunku, który pojawił się w momencie, gdy ostatnia prezydencka kampania wyborcza wkraczała w finalną fazę. Ludzka postać z lewej strony celuje pistoletem w prawą stronę, po której znajduje się wizerunek ptaka, najprawdopodobniej kaczki, z koroną na głowie. Niby wszystko tutaj jest jasne. Kaczka w koronie to alegoria prezydenta. Widać, że autor dobrze orientuje się w temacie, gdyż trafnie przewidział wynik wyborów. Domyślać się też możemy, że nie pała sympatią do obecnej głowy państwa, ponieważ mierząca z pistoletu postać wypowiada kwestię „giń kacz...”. Jednak diabeł tkwi w szczegółach, a tych mamy tutaj sporo. Nie pozwalają one jednoznacznie odgadnąć intencji twórcy tego specyficznego graffiti.
To tylko takie straszenie
Pierwszą wątpliwością jest swoista autocenzura. Dlaczego w wypowiedzi ludzkiej postaci skrócono drugie słowo? Prawdopodobnie malarz–amator bał się, że w przypadku złapania go na gorącym uczynku, zostanie oskarżony nie tylko o brudzenie muru farbami, ale także o obrazę prezydenckiej godności. Sprytnie. Kolejną zagadką jest sposób, w jaki wycelowana jest broń. Wyraźnie widać, że skierowana jest nad głową kaczki, czyżby chodziło tylko o niewinne „nastraszenie” nielubianego polityka? Ta wielce protekcjonalna postawa może mieć źródło w kolejnym aspekcie, który daje do myślenia. Dlaczego niedoszły oprawca kaczki ma na ramieniu przepaskę „PiS”? Przecież to skrót od partii, z której wywodzi się koronowana kaczka, o co więc chodzi? Możliwe, że autor malunku okazał się wizjonerem. Nie tylko przewidział wynik wyborów, lecz także stosunki w Pałacu Prezydenckim, gdzie prezydencka świta walcząc o wpływy, często stara się wyprowadzić z równowagi Lecha Kaczyńskiego. Mało tego! Uzbrojona postać może symbolizować samego Jarosława, brata Lecha, który, jak wydało się przy okazji debaty z obecnym premierem, swego czasu nie rozstawał się z pistoletem.
Z rękami w kieszeniach
Oprócz tych ewidentnych wskazówek baczne oko obserwatora może dostrzec także tak dyskretne szczegóły, jak zaciek pod okiem kaczki. Jak widzimy, całość namalowana jest pewną kreską, jedynie w tym jednym miejscu farba się rozmazała. Przypadek? A może ma to zobrazować, jak bardzo ciąży kaczce piastowane stanowisko. Kolejnym zastanawiającym gestem jest fakt trzymania przez ludzką postać ręki w spodniach. Klasyczna poza „na Ala Bundy’ego” może wyrażać dwie rzeczy: nadmierny entuzjazm lub wręcz przeciwnie, ogromne znudzenie. Co najbardziej zastanawiające, malunek ten nie znika ze ściany budynku od dobrych kilku lat. Czyżby miasto zgadzało się z jego przesłaniem?
Andrzej Kieś